poniedziałek, 17 listopada 2014

Czy szampon i odżywka mogą przyspieszyć wzrost włosa? Czyli moja opinia o produktach Hairbell + zdjęcia

Czy wiesz, że dzięki tym produktom włosy mogą rosnąć nawet trzy razy szybciej?

Dokładnie 15 października kurier przywiózł mi paczkę z szamponem i odżywką Hairbell, które rzekomo miały przyspieszać porost włosa. Pochwaliłam się produktami w kilku miejscach i większość osób była raczej sceptycznie nastawiona do tych kosmetyków.



Producent obiecuje:
  •  Nawet trzykrotnie szybszy wzrost włosów,
  •  Bardziej miękkie i błyszczące włosy,
  •  Wyniki utrzymujące się przez wiele miesięcy,
  •  Wydajność sprawdzona i przetestowana na wszystkich rodzajach włosów,
  •  Wyraźne zmniejszenie się liczby wypadających włosów.
Brzmi jak cuda na kiju, prawda?

Też nie byłam w stu procentach przekonana do tych produktów, ale testowanie opłaciło się. Aż ciężko mi uwierzyć porównując te zdjęcia.
Produkty DZIAŁAJĄ!
Specjalnie na czas trwania eksperymentu hihi testowania odstawiłam wcierkę i przełożyłam zażywanie suplementów na późniejszy czas.


Nie wiem ile cm więcej włosy urosły, bo ich nie mierzyłam. Powinnam się też wytłumaczyć ze stanu włosów na pierwszym zdjęciu, bo prezentują się co najmniej słabo - maska z L'Occitane zapewniła mi mega przesusz, dodatkowo są rozczesane po kucyku i odgniecione w kilku miejscach ;)
Ale w tym momencie to nieistotne, chciałam pokazać tylko długość :)

Producent wspomina też o składnikach aktywnych:
Produkty do pielęgnacji włosów Hairbell są wysoko stężoną mieszanką naturalnie występujących białek, które są niezbędne do wzmocnienia rdzenia włosa i wzmagają jego wzrost — są to:
  • chityna,
  • hydrolizowana keratyna,
  • białka sojowe, a także 
  • wyciąg ze skorupki jajka.
Wydajność tej mieszanki restrukturyzującej jest następnie zwiększana poprzez dodanie witaminy B6 (pirydoksyny), odgrywającej kluczową rolę w przemianie metabolicznej białek tworzących rdzeń włosa.

Teraz moja opinia o produktach
Zarówno szampon jak i odżywka były używane tylko na skórę głowy, ponieważ bałam się przesuszenia włosów na długości spowodowanego obecnością alkoholu w składzie. Szampon świetnie się pieni i naprawdę wystarczy odrobina, aby pokryć całą głowę. Jest bardzo, bardzo wydajny. Na stronie sklepu, gdzie można zakupić produkty, jest napisane że wystarczą na miesiąc. W moim przypadku będą to na pewno dwa, a wcale nie oszczędzam na ilości. Wielki plus za to.



Po zmoczeniu włosów rozcierałam szampon w dłoniach i wmasowywałam w skórę głowy. Pianę zostawiałam na kilka minut, spłukiwałam i nakładałam odżywkę na skalp również na kilka minut.
Szampon w połączeniu z odżywką nie wysusza skóry głowy, powiedziałabym nawet, że zmniejszyła się u mnie łuska, która ostatnio nie opuszczała skalpu. Oba produkty mają przyjemny zapach, chociaż w szamponie alkohol jest delikatnie wyczuwalny.
Po 3 użyciach zauważyłam, że wypada mi mniej włosów. Nie zostało to zahamowane do zera, ale wyraźnie się ograniczyło. Porównanie długości widać dobrze na zdjęciach. Nie doślę niestety więcej, bo obcięłam przedwczoraj 5 cm ;)
Gdyby nie wysoka cena (jak na moją studencką kieszeń), nie miałabym kompletnie nic do zarzucenia produktom. Po prostu sprawdzają się świetnie!
Mam nadzieję, że skusicie się na przetestowanie. Chciałabym zobaczyć efekty też u innych osób :)

Link do produktów
http://harmonyplus.pl/HairBellSet


Składniki odżywki Hairbell:
 AQUA, PARAFFINUM LIQUIDUM, HYDROLYZED SOY PROTEIN, CETEARYL ALCOHOL, CETEARETH-20, HYDROLYZED KERATIN, EGG SHELL EXTRACT, ALCOHOL, CAMPHOR, METHYLISOTHIAZOLINONE, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, PYRIDOXIN HCL, PERFUM, DIPALMITOYLETHYL HYDROXYETHYLMONIUM METHOSULFATE, CITRIC ACID, PROPYLEN GLYCOL, 5-BROMO-5-NITRO-1.3-DIOXANE, ALPHA AMYL CINNAMAL, LINALOL
Składniki szamponu Hairbell
AQUA, SODIUM LAURETH SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAÏNE, COCAMIDE DEA, HYDROLYZED SOY PROTEIN, HYDROLYZED KERATIN, EGG SHELL EXTRACT, ALCOHOL, CAMPHOR, METHYLISOTHIAZOLINONE, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, PYRIDOXIN HCL, PERFUM, CITRIC ACID, CARBOXYMETHYL CHITIN, PROPYLENE GLYCOL, 5-BROMO-5- NITRO-1,3 DIOXANE, C.I. 42090, ALPHA AMYL CINNAMAL, LINALOL.

UWAGA
W sklepie HarmonyPlus produkty o których mowa w poście mają zmienioną nazwę i inne opakowania, ale to dokładnie ten sam produkt :)

czwartek, 13 listopada 2014

Kwiatowy zapach, który niesamowicie mnie urzekł

L'Occitane skomponowało nową serię Arlesienne... Zapach jest inspirowany tancerkami z miasta Arles położonego na południu Francji.

Woda toaletowa Arlésienne to kwiatowa kompozycja, będąca odzwierciedleniem kobiety z Arles - Arlésienne.
Elegancka i tajemnicza, kiedy się pojawia pozostawia jedyny w swoim rodzaju dowód swojej obecności. L’OCCITANE opisuje ją subtelnym bukietem trzech kwiatów: różą symbolizującą jej grację, fiołkiem obrazującym jej tajemniczość i szafranem, ognistym jak jej temperament.

Ale Arlesienne to nie tylko woda toaletowa. Dokładnie ten sam zapach zawarty jest jeszcze w kremie pod prysznic, mleczku do ciała, olejku do ciała i włosów, pudrze, błyszczyku, perfumach w kremie, mydełku i świecy!

Zapach jest niesamowity i kiedy miałam okazję poznać go na początku października, nie mogłam się doczekać, aż produkty staną na półkach! Jestem nim oczarowana
W nutach głowy: szafran, mandarynka
Serce to róża i konwalia
Bazowymi nutami są fiołek i szafran

Woda toaletowa jest dosyć nietypowa - zapach bardzo rozwija się z czasem ujawniając kolejne nuty. Można by sądzić, że są to zupełnie różne wody porównując pierwsze wrażenie z zapachem po czasie.
Na razie mam wersję mini (7,5 ml), ale już wiem, że zainwestuję w pełne opakowanie



Polecam też mleczko do ciała, bo pięknie podbija zapach wody i sprawia, że dłużej się utrzymuje.
Żel pod prysznic pozwala cieszyć się zapachem podczas mycia ciała, a krem do rąk w trakcie dna.

Jeśli macie salon L'Occitane w swoim mieście to koniecznie wypróbujcie. A jeśli nie, to strona internetowa również świetnie działa :)

piątek, 7 listopada 2014

A Ty ile litrów wody wypijasz dziennie? + o dzbankach filtrujących Brita i Dafi słów kilka (moja opinia)

Bo ja całkiem sporo. Teoretycznie powinnam około 2,2 litra, a zdarza się przekroczyć 2,5 :)



Odkąd piję bardzo dużo czystej wody w moim organizmie wiele się zmieniło. Wymienię tylko kilka najważniejszych rzeczy:

1. Cera. Nie mam problemów z zaskórnikami zamkniętymi. Problem zniwelował się sam, a dopiero kilka miesięcy temu skojarzyłam fakty.
2. Cellulit. Podstępny gość jest niewidoczny. No chyba że ścisnę mocno fałdkę skóry na udach. Ale generalnie mimo genetycznych tendencji i kompletnym braku ruchu, nie mam problemu.
3. Skóra jest jędrna i napięta. Na całym ciele nie staje się sucha jak papier, nawet jeśli zaniedbam balsamowanie po kąpieli.
4. Brak problemów urologicznych. Zanim zaczęłam pić duże ilości wody dosyć często miałam przykry problem.
Uprzedzając pytania - nie, mimo spożywania tak dużych ilości wody, nie biegam do toalety co 10 min. Taki efekt może być na początku, kiedy organizm się "przestawia", ale to mija.
5. I wiele, wiele innych

Niejednokrotnie spotykam się z wymówkami "nie stać mnie na kupowanie takich ilości wody", "woda mi nie smakuje", "woda z kranu jest brudna" itp.
Ja znalazłam naprawdę dobry sposób na to jak pić dużo wody i nie zbankrutować (wiecie, studencki budżet jest mocno napięty ;)) oraz cieszyć się smakiem wody

DZBANEK FILTRUJĄCY

U mnie w domu rodzinnym pojawił się dzbanek Brita, kiedy tylko weszły one do sprzedaży. Różnica była widoczna gołym okiem - kawa stała się smaczniejsza, a na powierzchni herbaty nie tworzy się kożuch.
W mieszkaniu studenckim nie mogło zabraknąć tego wynalazku. Na szczęście we wrześniu zeszłego roku na spotkaniu blogerek otrzymałam taki dzbanek do przetestowania. Moje zdanie o nim znajdziecie na blogu.
Po prawie roku użytkowania firma odpowiadając na moją opinię, że dzbanek jest trochę za mały dla 2 osób pijących dużo wody, zaproponowała inny dzbanek, z którego jestem w 100% zadowolona. Szersze porównanie niżej :)


Z opinią na temat dzbanka Omega czekałam miesiąc, żeby zobaczyć czy dioda działa. Wczoraj zaświeciła na czerwono i świeci za każdym razem kiedy będzie się coś robić w pobliżu. Na pewno nie przegapimy daty zmiany filtra nawet jeśli używamy dzbanka sporadycznie. Jest to nawet lepszy patent niż w dzbanku Brita! Kolejnym przemawiającym na "tak" aspektem jest to, że w dzbanku Brita kiedy zbiorniki wody nieprzefiltrowanej i przefiltrowanej są pełne nie możemy nalać do szklanki wody przefiltrowanej, bo przez wlew wylewa się też woda nieprzefiltrowana. Niestety trzeba też o tym pamiętać przy używaniu dzbanka Dafi Atri, ale już w Omedze ten problem nie występuje. Naprawdę świetnie jest skonstruowany. Zdecydowanie bardziej podoba mi się też design dzbanka Omega w porównaniu do Brity czy Atri. Firma się postarała.

DAFI OMEGA

BRITA MARELLA


Filtry są stosunkowo tanie, Krótka matematyka:
Zakładając, że 1,5 l woda kosztuje 1,80 zł, to 200 litrów kosztuje 240 zł. W tej cenie mamy dzbanek i 8-11 filtrów (koszt jednego to około 15-20 zł), a każdy z filtrów to dodatkowe 200 l czystej wody. Nie da się zaprzeczyć, że jest to BARDZO opłacalne.

Jeśli ktoś ma nadal obiekcje i nie przekonują go aspekty prozdrowotne i EKOLOGICZNE, to mam 2 sposoby na dodatnie smaku wodzie bez zaburzenia jej właściwości
1. sok z cytryny - latem świetnie orzeźwia, zimą z dodatkiem plasterka imbiru rozgrzewa (super na ciepło z miodem!)
2. soki naturalne z owoców - wystarczy łyżeczka soku, żeby woda wydawała się smaczniejsza

"A co ja zwierzak jestem żeby wodę pić?"
W zeszłym roku usłyszałam to pytanie z ust drugiej połówki. Dzisiaj pije wodę razem ze mną. I to ze smakiem!

Jeśli ktoś będzie chciał mi wmówić, że woda z kranu jest smaczna, to zapraszam serdecznie do mojego mieszkania. Z chęcią poczęstuję szklanką wody z kranu i taką przefiltrowaną.
Druga sprawa - filtry zmniejszają twardość wody, ale nie usuwają całkowicie wapnia i magnezu (czyli substancji dla nas korzystnych). Usuwane jest tylko tyle, żeby nie było problemów z nalotem w czajniku.
Trzecia sprawa - mimo otrzymania dzbanka za darmo, nie wpłynęło to na moją opinię. Sama bym go kupiła jako prezent na urodziny, ale propozycję otrzymania dostałam przed terminem :) No i lubię się z Wami dzielić moimi hitami, a ten do nich należy :)
Mam nadzieję, że firma wprowadzi jeszcze jeden rodzaj produktu, który wielu z nas przydałby się na co dzień lub w podróży ;) Jeśli wprowadzi, na pewno nie omieszkam Was o tym powiadomić :)

A Wy korzystacie z dzbanków lub filtrów Dafi?

środa, 22 października 2014

Wysyp baby hair? Oto i sprawca

Olejek do twarzy L'Occitane Divine Youth Oil



Olejek odmładzający do twarzy. Dlaczego zaczęłam go stosować na moje małe zakola? Moja mama używa maseczki z Immortelle i będąc u niej również wypróbowałam na sobie. Nałożyłam trochę za dużo i wsmarowałam w nasadę włosów. Efekt był taki, że 2-3 dni później wysypały się mikrowłoski. Dopiero po kilku dniach skojarzyłam po czym mogło to nastąpić, a że mam na stanie olejek z nieśmiertelnikiem wsmarowałam kroplę i czekałam na efekty.
No i mam!
Włosy w tym miejscu bardzo mi się zagęściły. Używałam dosyć regularnie, teraz zrobiłam przerwę.
W składzie jest olejek eteryczny z nieśmiertelnika a także 7 innych olejków. Szkoda że sama baza jest niezbyt "naturalna". Na twarz mi nie służy (haha, nie, nie wyrastają mi długie, ciemne włosy na policzkach ;)), więc cieszę się, że mogę zużyć go i mieć z tego pożytek. Na szczęście-nieszczęście pojemność to 4 ml, więc malutka. Cena jest niestety zaporowa, bo te 4 ml kosztują chyba nieco ponad 100 zł, a 30 ml 350 zł. Ale jeśli ktoś już go posiada, to niech wypróbuje i ten sposób :)

wtorek, 21 października 2014

Hej, włosy, rośnijcie!

Jeśli gdzieś kiedyś powiedziałam / napisałam, że nie mam parcia na to, żeby moje włosy rosły długie, to odwołuję ;) Otóż wymyśliłam sobie, że zapuszczam naturalne włosy. Mój naturalny, ciemny brąz, nietknięty farbami i henną. Problem jest taki, że mam jakieś 40-50 cm farbowanych i  chcę jak najszybciej z tego zejść. Dlatego ostatnio nawet zaprzyjaźniłam się z fryzjerem.
Nie jest tak, że kolor czy stan włosów po hennie mi nie odpowiadają. Ale wiecie... nie miała baba problemu, to go sobie znalazła ;)
Na facebooku reklamy, które się wyświetlają nawiązują do często przeglądanych przez nas treści. I tak oto właśnie trafiłam na fanpage Harmonyplus.pl Przejrzałam posty i moją uwagę przykuło to zdjęcie

Same przyznacie, że robi wrażenie ;) Fotka to mistyfikacja, ale w głowie zrodziło się "CHCĘ PRODUKTY, KTÓRE DAJĄ TAKI EFEKT". Nie to, że im wierzę na 100%. Ale gdyby faktycznie udało się im chociaż minimalnie zwiększyć szybkość wzrostu to... czemu by nie spróbować?

Tydzień temu w moje łapki wpadł szampon i odżywka, czym chwaliłam się na moim fanpage .


Oba produkty mają po 250 ml i teoretycznie wystarczą na miesięczną kurację.Obiecywany jest nawet trzykrotnie szybszy wzrost włosów, o czym możecie przeczytać na stronie http://harmonyplus.pl/HairBellSet

Nie omieszkam pochwalić się efektami za miesiąc.

Na razie (po dwóch użyciach) zaobserwowałam, że wypada mi mniej włosów.

W czasie kuracji nie będę używać niczego, co mogłoby zaburzyć ocenę. Z nożyczkami na miesiąc też się pożegnam.

To tyle na początek ;)

środa, 15 października 2014

O produkcie, od którego się uzależniłam

Mowa o mgiełce do twarzy. Jeśli ktoś jakiś czas temu powiedziałby mi, że będę używać z czystą przyjemnością mgiełki do twarzy, z pewnością bym go wyśmiała.

Miesiąc temu na spotkaniu zorganizowanym przez Apis Cosmetics uczestniczki (w tym ja) dostały produkty do przetestowania. Po zobaczeniu zawartości torebki pomyślałam "krem do twarzy - fajnie, mam jeden, który uwielbiam, ten z chęcią przetestuję, peeling - super!, maseczka - o, przyda się!, mgiełka... MGIEŁKA?! hmm... komu by ją podarować...?". Naprawdę myślałam, że używanie tego typu produktu do twarzy to niepotrzebny zabieg i strata czasu. Poza tym, co niby miałaby wielkiego uczynić pachnąca woda?



No ale wyszło tak, że mgiełkę zabrałam do Poznania i chcąc-nie chcąc psiknęłam twarz po umyciu mydłem i osuszeniu. Jak to często bywało, skóra po myciu była nieprzyjemnie napięta. O jakie było moje zdziwienie, jak po użyciu tego produktu natychmiast się złagodziła. Ciężko mi to nawet opisać, ale pewnie domyślacie się, o co chodzi. Efekt zrelaksowanej skóry tak mi się spodobał, że postanowiłam używać tego kosmetyku po każdym myciu. Do tamtej pory ukojenie przynosił mi dopiero krem (swoją drogą też z Apisu), a po użyciu mgiełki skóra jest jednocześnie ukojona i odświeżona. Zupełnie się tego nie spodziewałam, ale efekt jaki daje ten produkt jest naprawdę uzależniający.



Kilka słów o mgiełce ze strony:
Mgiełka z ekologiczną wodą z gałązek oliwnychi ekstraktem z oliwekDla każdego rodzaju ceryDelikatna mgiełka zawiera ekologiczną wodę z gałązek oliwnych certyfikowaną przez Ecocert® i ekstrakt z oliwek. Błyskawicznie odświeża, łagodzi i rewitalizuje dojrzałą, zniszczoną skórę.
 Skład i opis na opakowaniu:



Duża pojemność zapewni mi możliwość długiego używania, a atomizer naprawdę tworzy przyjemną mgiełkę.
Polecam :)

PS. Obiecuję, że niedługo pokażę włosy :)

niedziela, 5 października 2014

Korektor do brwi Delia jako zamiennik Aqua Brow MUFE

Od kilku lat całkiem sporo czasu poświęcam przy wykonywaniu makijażu moim brwiom. Mam dosyć ciemną karnację i ciemne włosy, ale mimo tego matka natura poskąpiła mi koloru na oprawę oczu. Zarówno rzęsy jak i brwi są dosyć jasne, a włosków jest niewiele.

Twarz jak większość społeczeństwa mam asymetryczną. Brwi również. Prawa jest dosyć gęsta, a włoski rosną zgodnie z kierunkiem łuku brwiowego. Praktycznie nic nie muszę z nią robić, wystarczy lekko podkreślić cieniem. Z lewą zaczynają się schody. Włosków jest malutko, w najwyższym punkcie brwi (tzn. w miejscu gdzie powinien być) nie ma ich wcale i w dodatku znaczna część rośnie sobie radośnie w dół. Naprawdę ciężko jest je wystylizować w taki sposób, aby tworzyły ładną oprawę oka.

Zazwyczaj stylizuję je cieniem z Inglota (nr 569) i zestawem do brwi z Avonu (ten ostatni to mój mały hit - daje niesamowicie naturalny efekt) na bazie z dokładnie wyczesanej czarnej kredki. Dawniej stosowałam korektor z Delii, ale nakładałam go w sposób dający nienaturalny efekt. Z powodzeniem stosuje go moja mama, a kilka miesięcy temu i mi udało się znaleźć metodę nakładania, która spodobała mi się do tego stopnia, że postanowiłam napisać o niej kilka słów.

Jeśli nie znacie jeszcze tytułowego produktu to krótko go przedstawię
Korektor do brwi Delia 4w1 - przyciemnia brwi, rozczesuje i nabłyszcza
W niewielkim opakowaniu 10 ml mieści się wodnisty żel oraz szczoteczka, którą owy żel nabieramy i przeczesujemy włoski. No przynajmniej większość z użytkowniczek tak robi. Kolory do wyboru są tylko dwa - brąz i czerń. Ze względu na konsystencję i pigmentację trudno zrobić sobie nim krzywdę.



Na czym polega innowacyjność w nakładaniu tego produktu?
Na pewno kojarzycie Aqua Brow od Make Up For Ever. Żel w tubce, z której wyciskamy kropelkę na dłoń i pędzelkiem nakładamy na brwi. W podobny sposób możemy używać korektora z Delii - pędzelkiem nabrać niewielką ilość produktu ze szczoteczki, nadmiar usunąć na dłoni po czym rysować brwi włosek po włosku. Być może zależy to od pędzelka, ale mi udało się uzyskać dokładnie taki efekt, jakiego oczekiwałam. Dosłownie kształtowanie brwi przez dorysowywanie pojedynczych włosków imitujących moje naturalne.
Za cenę około 12 zł warto wypróbować :)

wtorek, 23 września 2014

Moja pielęgnacja twarzy

O tym jeszcze nie pisałam, a o cerę dbam równie świadomie jak i o włosy. Z resztą kto raz zainteresował się tym, co w kosmetyku siedzi, już zawsze będzie sprawdzać dokładnie czego używa.
Pielęgnacja nie jest jakoś bardzo skomplikowana, nie przesiaduję w łazience godzinami. Zależy mi na skuteczności i dobrym działaniu.
Cerę mam normalną. Nie mam z nią praktycznie żadnych problemów - czasem przesuszy się na szczytach kości policzkowych, czasem przetłuści lekko na nosie. Ale ogólnie nie mam na co narzekać ;)



Demakijaż wykonuję olejem kokosowym, który świetnie radzi sobie z wodoodpornym makijażem i jest niezwykle delikatny. Następnie myję twarz mydłem. Właściwie dopiero od niedawna przekonałam się do mydeł jako dobrych środków oczyszczających. Kto nie wypróbował, ten nie zrozumie, co to znaczy mieć czystą skórę ;) Dodatkowo po dłuższym czasie używania zaobserwowałam zwężenie porów na nosie oraz znormalizowanie wydzielania sebum (koniec z suchą ściągniętą twarzą!). Na koniec przecieram całą twarz płynem micelarnym.
Rano stosuję tylko czystą wodę i płyn micelarny.


Codziennie rano i wieczorem nakładam na twarz krem nawilżający. Obecnie od 2 miesięcy używam kremu witaminowego Apis Comsmetics, który jest moim osobistym faworytem. Świetnie się rozprowadza, a skóra jest po zastosowaniu aksamitnie miękka. Bardzo dobrze współpracuje z podkładem.
Czasami na noc nakładam na twarz zamiast kremu mieszankę oleju z kwasem hialuronowym. Moimi ulubionymi olejami są olej arganowy i z kiełków pszenicy, ale świetnie też spisywał się jojoba, słonecznikowy i z czarnuszki. Traktuję to jako nieco bardziej intensywną kurację.

Od ponad roku mniej więcej raz w tygodniu wykonuję peeling korundem. Skubany jest niesamowicie wydajny! Zużyłam nieco ponad 5 gram. Od 3-4 miesięcy używam też rękawiczki z Rossmanna, która świetnie peelinguje twarz, ale dla niektórych osób może być zbyt ostra.


Plany:

- mycie twarzy mydłem Dudu-Osun
- używanie oliwkowej mgiełki do twarzy Apis Cosmetics
- raz w tygodniu mini spa z gruszkowym peelingiem enzymatyczno-mechanicznym Apis Cosmetics oraz maseczką z olejem arganowym i masłem shea

Macie jakieś propozycje zmian w mojej pielęgnacji? Jakieś rady? Piszcie :)

środa, 17 września 2014

Krótka relacja ze spotkania Apis Cosmetics

W środę 10 września odbyło się pierwsze spotkanie kujawsko-pomorskich blogerek w salonie Apis Cosmetics. Grono było liczne i cieszę się, że mogłam uczestniczyć w spotkaniu, bo było to naprawdę przemiłe spędzenie wieczoru.



Pani Krystyna Arcabowicz, założycielka firmy, opowiedziała nam o nowościach. Do oferty weszło 5 serii, a w szczególności zainteresowały mnie gruszkowa oraz warzywna. Swoją opinię o produktach wyraził także nasz gość specjalny – Beata Kawka, która szczerze i otwarcie mówiła nie tylko o kosmetykach, ale wplotła też do swojej wypowiedzi kilka ciekawych historii. 



Później miałyśmy okazję zobaczyć przebieg jednego z zabiegów na jednej z naszych koleżanek.



Był też czas na ciastko i plotki, a same wiecie jak to jest jak się spotykają same kobiety ;)



Już wiem, że wkrótce wrócę do salonu po szampon błotny, który niesamowicie mnie zainteresował.


Dostałyśmy również upominki – peeling, maseczkę, mgiełkę i krem. Pierwsze 3 rzeczy wprowadzę do pielęgnacji niebawem, a krem będzie musiał poczekać, aż skończę jego brata – krem witaminowy z białymi winogronami, który namiętnie stosuję od czerwca :)



część zdjeć od hejtu.pl :)

A już niebawem opiszę krótko moją pielęgnację twarzy :)

poniedziałek, 1 września 2014

Konkurs z Revitalash

Przychodzę do Was dzisiaj z konkursem, w którym można wygrać atrakcyjne nagrody marki Revitalash.
Jak zapewne większość z Was wie Revitalash ma świetne produkty stymulujące wzrost rzęs, brwi, włosów, a także inne kosmetyki... Ale czy Wiecie jaka jest historia marki?

Wynalazcą receptury Revitalash jest Doktor Michał Brinkenhoff. Był to specjalny prezent dla jego żony Gayle, która zachorowała na raka piersi. Agresywna chemioterapia uszkodziła jej piękne rzęsy, które stały się rzadkie i kruche.
Wkrótce przyjaciele i rodzina chcieli poznać sekret pięknych rzęs Gayle, która już wiedziała, że idealną nazwą dla cudownej odżywki do rzęs, która nadała jej rzęsom pełną witalności będzie REVITALASH.Intensywne poszukiwania naukowe doktora Brinkenhoffa i zespołu utalentowanych chemików i kosmetologów, doprowadziły do opracowania takiej receptury produktu, dzięki której rzęsy Gayle po okresie pięciu tygodni zastosowania, stały się witalne i piękne.
Idea produktu narodziła się z miłości męża do żony, który chciał pomóc żonie w powrocie do zdrowia. Dziś produkt jest dostępny dla wszystkich kobiet, które chcą mieć piękne rzęsy.
Gayle i Michał Brinkenhoff przeznaczają część dochodu ze sprzedaży Revitalash na badania dotyczące raka piersi oraz inicjatywy edukacyjne z tym związane. [źródło]

W związku z nadchodzącym miesiącem świadomości raka piersi (październik) chciałabym zwrócić Waszą uwagę na bagatelizowany w życiu codziennym problem i zachęcić do systematycznego samobadania (o tym, jak to robić, przeczytacie tutaj).

Aby jeszcze bardziej zmotywować Was do zainteresowania tematem ogłaszam konkurs, w którym wygrać można odżywki do rzęs i brwi Revitalash.

Jak wziąć udział w konkursie?
1. Polub fanpage na Facebooku Revitalash i Fellogen
2. Polub i udostępnij publicznie post o konkursie na fanpage Fellogen
3. Zapoznaj się z regulaminem
4. Wypełnij poprawnie poniższy formularz

Nagrodzę dwie najciekawsze i najbardziej kreatywne odpowiedzi na pytanie konkursowe: W jaki sposób możesz promować profilaktykę raka piersi i zachęcić do samobadania kobiety w swoim najbliższym otoczeniu?




Nagrodami są: zestaw odżywek do rzęs i brwi Revitalash za uzyskanie pierwszego miejsca, oraz jedna odżywka  do rzęs Revitalash za uzyskanie drugiego miejsca.




Konkurs będzie trwać od 01.09.2014 do 15.09.2014 do godz 23:59. Ogłoszenie wyników nastąpi w ciągu 10 dni od zakończenia konkursu. Pozostałe informacje zamieszczone są w regulaminie konkursu.

Powodzenia!

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Szampon idealny? Poszukiwania zakończone

Stałe czytelniczki już wiedzą, nowe informuję - mam ogromny problem ze skórą głowy trwający już dobre kilka lat.



W dużym skrócie: skóra się łuszczy. Łuszczy się od wody, od detergentów, od słońca, od powietrza suszarki, od wszystkiego... Stosowałam zarówno szampony drogeryjne, apteczne przeciwłupieżowe, apteczne nawilżające, drogeryjne rypacze, dziecięce delikatne, płyny do higieny intymnej, płyny do twarzy, szampon własny i inne cuda wianki.
W domu rodzinnym udało mi się doprowadzić skórę do stanu zadowalającego. Po myciu odpowiednim szamponem trzeba było nawilżyć wcierką i tyle zazwyczaj wystarczało. No, powiedzmy. Jeśli nie liczyć Cerkogelu 30 przed myciem, peelingowania i innych zabiegów. Ale nie o tym miało być.

Znalazłam szampon idealny.

No dobra, nie ja znalazłam, a moja mama. W życiu bym go nie kupiła patrząc na skład. Mama wzięła, bo lubi produkty z mocznikiem. No i niestety ona nie była z niego zadowolona. Nasze włosy bardzo się różnią i u niej szampon spowodował przyklap.

O czym mowa?

Szampon Isana Med z mocznikiem 5%


Od producenta: Szampon dzięki 5% zawartości mocznika obficie i intensywnie pielęgnuje włosy. Specjalna formuła z prowitaminą B5 wzmacnia je. Wrażliwa i delikatna skóra głowy staje się aksamitnie gładka. Nie zawiera silikonów, barwników i parabenów. 

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Urea, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Glycerin, Panthenol, Polyquaternium-7, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Styrene/Acrylates Copolymer, Glycol Distearate, Laureth-4, Parfum, Citric Acid, Sodium Benzoate, Formic Acid
Krótka analiza: SLES i betaina kokamidopropylowa jako główne detergenty, dużo zagęszczającej soli, trochę dobroci (mocznik, gliceryna, pantenol, filmformery) a wszystko to zwieńczone kwasem mrówkowym.
Pierwsza myśl: o matko, wypadną mi wszystkie włosy i zadrapię się na śmierć. Kolejna: raz się żyje, dużo gorzej nie będzie. Skład wydawał się być niezbyt dobrym, łagodnie mówiąc.

Po raz pierwszy użyłam go jeszcze będąc na weekend w domu rodzinnym. Umyłam starannie skórę głowy i włosy. Wysuszyłam i... WOW, łuska zmniejszyła się o 80%. Zabrałam go więc na stancję. Po trzecim myciu miałam zupełnie czysty skalp. Aż trudno było mi uwierzyć, że tak niepozorny produkt czyni takie cuda. I to w tej poznańskiej wodzie, która tak bardzo rujnuje mi całą skórę.

Jak go używam?
Po zmoczeniu włosów spieniam szampon w dłoniach i robię mycie wstępne, dosyć niedokładne. Spłukuję i nanoszę ponownie pianę na skórę głowy delikatnie masując. Zostawiam pianę na skalpie na czas mycia (lekkiego ugniatania raczej) włosów na długości, czyli na około 1-1,5 minuty. Spłukuję dokładnie

PLUSY:
+ spełnia obietnice producenta
+ dobrze oczyszcza skórę głowy i włosy (bez problemu zmywa oleje)
+ nie podrażnia
+ nie powoduje wzmożonego wypadania włosów
+ bardzo dobrze się pieni
+ nie obciąża włosów (a przynajmniej w moim przypadku)
+ ładnie pachnie
+ pozostawia włosy miękkie, gładkie i błyszczące
+ jest tani (5 zł / 200 ml)
+ jest wydajny (używam od kwietnia i dopiero widzę denko)

MINUSY:
nie widzę

Podsumowując
Szampon jest na tyle tani, że warto go choćby wypróbować. Nawet jeśli się nie sprawdzi zawsze można go zużyć do moczenia stóp ;) Opinie o nim są podzielone - abo się go kocha, albo nie lubi. Ten szampon jest kolejnym dobrym przykładem tego, że nie tylko skład powinien być wyznacznikiem do zakupu danego produktu (o czym pisałam tutaj)

Link do KWC


Używałyście go kiedykolwiek?

niedziela, 15 czerwca 2014

Henna - coś innego

W piątek listonosz przyniósł mi paczuszkę z henną w kolorze brąz oraz bhringraj. Gotową mieszanką farbowałam bardzo dawno, więc nie czekając zbyt długo wczoraj rano zabrałam się za rozrabianie henny...

Ale od początku :)
PoleHenny to sklep pani Uli, u której zaopatruję się w zioła na farbowania od 1,5 roku. Na jej blogu powstał wpis zachęcający do pomocy w wyborze nowego dostawcy. Od 3 dostawców zamówione zostały próbki - po 100 gram sproszkowanych roślinek oraz ich mieszanki. Postanowiłam się zgłosić i wybrałam mieszankę, która farbuje na brąz oraz dostałam bhringraj.

[wszystkie zdjęcia wykonane zostały w zwykłym świetle dziennym, jakość na miarę mojego aparatu, więc odcienie mogą być lekko przekłamane]
before


Pierwsze wrażenie




W srebrnych opakowaniach są mniejsze, zwykłe foliowe. Jestem zachwycona stopniem zmielenia henny, ale eclipta alba pozostawia bardzo wiele do życzenia, niestety. Drobiny są bardzo, bardzo duże i na pewno odbiegają od miału, jakim powinny być. Nawet Maka marki Hesh była drobniej zmielona. Za to na pewno ta grubiej zmielona nie śmierdzi tak jak ta od Hesh, która kojarzyła mi się z... prochami ludzkimi (swoją drogą nie wiem dlaczego, bo nigdy nie miałam okazji ich wąchać).

before
Mieszanie i nakładanie
Zarówno henna jak i bhringraj mieszają się z wodą bardzo dobrze. Sama henna tworzy bardzo gładką pastę, nie miałam żadnego problemu z nałożeniem jej na włosy

Spłukiwanie
No, tu się zaczęły schody... Bhringraj za nic nie chciał się wypłukać. Całość zajęła mi dwukrotnie więcej czasu niż zazwyczaj. Plusem jest to, że wypadło mi tylko 5 włosów :)

after
Kolor
Tuż po farbowaniu (godz 12) włosy były delikatnie ciemniejsze. Po 4 godzinach mocno się przyciemniły. Na zdjęciach po prawie 24 godzinach. Ja jestem bardzo zadowolona :) Dokładnie takiego efektu oczekiwałam. Kolor jest przepiękny.


after

Wnioski
Z wielką chęcią kupowałabym gotowe mieszanki kolorystyczne. Herbal brown to zdecydowanie mój kolor! Dużo lepiej i szybciej rozrabiało mi się tę hennę w porównaniu do henny Khadi (orzechowy brąz) i chyba jest lepiej zmielona. Efekt kolorystyczny porównywalny. Mam tylko nadzieję, że jeśli farba, której użyłam wejdzie na stałe do oferty sklepu PoleHenny, to będzie w cenie pozostałych produktów.
Jeśli chodzi o bhringraj to mimo fajnego efektu pielęgnacyjnego, jego forma sprawia dużo problemów przy spłukiwaniu. Nie tym razem ;)

Podoba Wam się nowy kolor? :)

sobota, 3 maja 2014

Aktualizacja włosowa po pół roku

Czas tak szybko mi upływa, że nawet nie zauważyłam, kiedy minęło ponad pół roku od ostatniej aktualizacji włosowej!
Co z nimi robiłam i jak pielęgnowałam? O tym poniżej + na sam koniec zestawienie kwiecień-sierpień oraz porównanie długości obecnej z wymarzoną :)

stan aktualny

Wrzesień, październik, listopad: przyznam szczerze, że w tym okresie nie dbałam jakoś specjalnie o moje włosy. Mycie, odżywka, jedwab, suszenie. Tyle. W mieszkaniu studenckim nie mam za bardzo możliwości na nakładanie odżywki na dłużej, wiec 5 min po myciu musiało wystarczać. Żałuję, że nie olejowałam regularnie włosów, bo zimą widoczne było ich przesususzenie. Do mycia używałam pianki Facelle, emulsji Babydream fur Mama, żelu z kolagenem Colway oraz szamponów przeciwłupieżowych z apteki. Odżywki: DeBa (ta z Biedry), Romantic Balsam z jedwabiem, maska Tahe Botanic Acabao Nutri Mask, . Od października walczę ze skórą głowy, która do tej pory strajkuje. Wraz z przesileniem jesiennym wypadła mi 1/4 włosów (w każdym razie strasznie dużo).
Grudzień, styczeń, luty: Wprowadziłam do pielęgnacji olejowanie (Babydream fur Mama jest świetny!) i za każdym razem stan włosów się poprawiał, ale nie robiłam tego regularnie. Włosy przestały wypadać po kuracji eliksirem Green Pharmacy, który stosuję do teraz, bo świetnie nawilża skalp i działa na cebulki.
Marzec, kwiecień: Regularne olejowanie oraz znalezienie świetnej odżywki przyniosły fenomenalne efekty. Odżywka to Isana Professional do włosów kręconych, która trafia do grona KWC. Co dwa tygodnie, kiedy wracałam do domu rodzinnego, na pół godziny zostawiałam Alterrę z granatem, a po myciu używałam odżywki b/s Ziaja (z czerwoną zakrętką). Taki duet nie tylko świetnie odżywiał włosy, ale zapewniał przyjemne doznania zapachowe ;) Znalazłam też szampon z SLES, który oczyszcza skalp i nie podrażnia - Isana Med z mocznikiem. Stosowałam go dopiero 2 razy, więc nie mam o nim wyrobionego do końca zdania. Często wracam też do mycia Green Pharmacy, który w miarę dobrze się spisuje

Podsumowanie inaczej:
Skóra głowy: Dopiero tydzień temu odkryłam co tak naprawdę szkodzi mojej skórze i jestem załamana, bo niewiele mogę z tym zrobić. Kombinowałam z różnymi szamponami, a okazało się, że mojej skórze najbardziej szkodzi woda. Poznańska, twarda, wysuszająca woda. W domu rodzinnym też nie jest rewelacyjna, ale udawało mi się jakoś ratować skórę wcierkami stosowanymi po myciu. Teraz to nie działa. I mimo że widać różnicę, kiedy umyję włosy w domu, o tyle problem wraca po powrocie do Poznania. Prawie zupełnie czysty skalp miałam po myciu w wodzie przegotowanej (szamponem Green Pharmacy), ale nie mam możliwości stosować tego na co dzień. Doraźnie pomaga mi eliksir Green Pharmacy do włosów wypadających, o którym wspominałam wcześniej. Ale nie jest to stan, z którego jestem zadowolona.
Stan włosów: Mimo że zimą moje włosy często się puszyły i nie wyglądały zdrowo, niewiele było trzeba, żeby doprowadzić je do świetnego stanu. Teraz są miękkie, nawilżone, lejące i błyszczące. Nie mam problemu z puszczeniem. Końcówki trochę ucierpiały, ale podcinałam je już raz, wiec za drugim problem zostanie całkowicie wyeliminowany. Muszę częściej nakładać na końce jedwab, bo jednokrotnie po myciu to jednak za mało. Bardzo przypadł mi do gustu ten z Green Pharmacy, który pięknie pachnie i na pewno kupię kolejną buteleczkę.
Skręt: Im dłuższe mam włosy, tym są cięższe. A im są cięższe, tym gorzej się kręcą. Nie skupiałam się na wydobywaniu skrętu, a najlepszym sposobem na stylizację obecnie jest zaplecenie wysuszonych włosów w luźny warkocz. Po rozpleceniu mam fale, które wyglądają bardzo naturalnie.
Długość: Jesienią poszalałam z podcinaniem włosów, a i naturalnie tempo wzrostu mocno zwolniło, więc mam wrażenie, że na długości nie urosły za dużo. Do wymarzonej długości brakuje mi mniej niż 10 cm, a że planuję kolejne podcinanie, moją długość osiągnę pewnie dopiero zimą.
Kolor: Co jakiś czas nakładam hennę, ale przyznam szczerze, że chodzi za mną przyciemnienie włosów i zastanawiam się jakiego preparatu użyć, żeby nie zrujnować studenckiej kieszeni (henna, amla i indygo przy takiej długości i gęstości to jednak jest wydatek). Macie jakieś propozycje?

I na koniec małe zestawienie :)




I jak Wam się podobają takie porównania?

Pozdrawiam serdecznie! :) 

wtorek, 22 kwietnia 2014

Czytanie składów kosmetyków do włosów - inaczej

Temat wydaje się być odgrzewaniem kotleta, wszak już chyba na każdym blogu o włosach o tym wspominano. Po 2 latach zupełnie inaczej patrzę na składy niż na początku mojej przygody z świadomym czytaniem etykiet produktów. I właściwie, z tego co zauważyłam, większość (bo wszystkich na pewno nie odczytałam) wpisów na blogach o czytaniu składów kosmetyków opiera się na tych samych wskazówkach. Dzisiaj pokażę trochę inne spojrzenie na to wszystko.



Skład kosmetyku nie mówi nam o tym, jak dany kosmetyk będzie działać, można jedynie przewidywać jego właściwości. Dlatego nie zawsze trzeba odkładać na półkę z pozoru ubogą odżywkę (tutaj dobrym przykładem jest Kallos Latte, który u wielu osób sprawdza się rewelacyjnie). Warto też wspomnieć, że nie składnik decyduje o właściwościach, ale kombinacja danych składników i ich STĘŻENIE. Substancje aktywne mają najlepsze działanie gdy są zawarte w kosmetyku w określonej ilości np. pantenol do 1% (w produktach do włosów do spłukiwania), ekstrakty roślinne - 1%, peptydy 3-7%. Od stężenia zależy też efekt działania danego składnika. Przykładowo mocznik w stężeniu do 2% wspomaga regenerację skóry, 5-10 % działa nawilżająco, >10% działa keratolityczne.

Jeśli zobaczymy odżywkę, w której na 3 miejscu po wodzie będzie pantenol, a na 4 ekstrakt, nie znaczy to, że w odżywce jest duża zawartość tych półproduktów, wręcz przeciwnie, może być ich niewiele, a wszystkie składniki użyte po nich mogą być użyte w śladowych ilościach. Przykładowo Alberto Balsam (którego analizę będę musiała uaktualnić ;)) Poza tym nie ma co się spodziewać cudów w składzie w odżywce za 5 zł za 400 ml ;)

Aqua (Water), Cetyl Alcohol, Panthenol, Juniperus Communis Fruit Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Cyclopentasiloxane, Stearalkonium Chloride, Stearamidopropyl Dimethylamine, Cyclohexasiloxane, Cetrimonium Chloride, Glyceryl Stearate, Citric Acid, Disodium EDTA,Benzopheone-4, Glycerin, Propylene Glycol,Ethoxydiglycol, Glucose, Butylene Glycol, Lactacic Acid, Bisabolol, Isostearamidopropyl Ethyldimonium Ethosulfate, PEG-9, Methylchloroisothiazolione, Methylisothiazolione, Parfum (Frangrance), Hexyl Cinnamal, Bezyl Benzoate, Linalool, Butylphenyl, Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Cl 17200 (Red 33), Cl 18050

W drugą stronę też to działa – jeśli jakaś substancja jest podejrzanie daleko w składzie, nie znaczy to  wcale, że jest jej za mało, aby mogła zadziałać.

Cała zabawa polega na tym, że stężeń nie znamy. Przynajmniej w większości przypadków. Więc nad składem można gdybać. Są składniki, których stężenie w kosmetyku jest ściśle określone prawnie i dotyczy zazwyczaj tych, które mają działanie drażniące i to na ich podstawie można próbować rozszyfrowywać pozostałe stężenia. Ale są tak niewielkie, że to rozszyfrowywanie nawet nie ma sensu. *Zwłaszcza, że producent nie ma obowiązku podawać w kolejności malejącej substancji, których stężenia są mniejsze niż 1%, a mogą być umieszczone losowo.

Składy kosmetyków są dla mnie małą zagadką i im więcej o nich czytam, tym trudniej jest mi je rozszyfrować. Od dłuższego czasu kolejność składników przetłumaczonych z łaciny czy angielskiego na język polski wraz z jedną z funkcji danego składnika jest dla mnie niewystarczająca. 

Przykładowo odżywka wzmacniająca Artiste:
Aqua, Propylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Hydrolyzed Keratin, Stearic Acid, Hydrolyzed Silk, Glycerin, Glyceryl Stearate, Triethanolamine, Parfum, Panthenol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate, Cinnamyl Alcohol, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde

Na drugim miejscu w składzie, tuż po wodzie, glikol propylenowy, który jest humektantem, dalej alkohol tłuszczowy, który jest emolientem i keratyna (która jest proteiną, ale działa też jak humektant). I szczerze zastanawia mnie to, czy opinie typu , „ta odżywka powoduje u mnie puszenie, więc moje włosy nie lubią protein” nie wynika bardziej z tego, że jest tu może duża zawartość glikolu, a już niewielka emolientu (chociaż nie nie wiadomo, ile czego jest). A jak wiadomo humektanty bez emolientów nie są pogodoodporne. I niby keratyna jest już na 4 miejscu w składzie, ale to wcale nie musi oznaczać, że jest jej tam dużo. Bez znajomości stężeń tak naprawdę o produkcie wiemy bardzo niewiele.

Podsumowując: skład kosmetyku traktujmy jako wskazówkę, a nie wyznacznik.

Na temat składów mogłabym pisać i pisać, tylko… nie potrafię ubrać myśli w słowa. I mimo że czytam ten tekst po raz trzydziesty, nadal mam wrażenie, że nie przekazałam wszystkiego w sposób jasny i zrozumiały. Chętnie bym popłynęła w tym temacie, ale ciężko mi skoncentrować się tylko na jednym aspekcie i edytowałam ten tekst chyba milion razy raz po raz wyrzucając akapity o kontrowersyjnych SLS i SLES, parafinie, silikonach, konserwantach, konsystencjach itp., żeby zachować jako taką spójność. Mam wrażenie, że wyszłam z wprawy w pisaniu i przez to mam trudności.

*Dałam gwiazdkę, bo nie mogę odnaleźć źródła, w którym znalazłam tę informację, więc nie bierzcie tego za 100% prawdę




Pozdrawiam Was serdecznie!

niedziela, 23 lutego 2014

Zestaw rozświetlaczy Fusion Beauty Ultraflesh Shinebox

Przyznam szczerze, że im więcej opinii o tym produkcie czytałam, tym bardziej nie mogłam doczekać się przesyłki. Czy jestem zadowolona, tak samo jak inne blogerki?



Produkt można kupić na Strawberry.net. Pierwszy minus jaki mogę dać to za czas oczekiwania - obiecywane 10-14 dni w moim przypadku wyniosło równe 21. Jestem w stanie to przełknąć, zwłaszcza, że kosmetyk przywędrował do mnie zza oceanu.
Co do reszty nie mam żadnych zastrzeżeń ;)



Ultraflesh Shinebox to zgrabne pudełeczko o dosyć nietypowym sposobie otwierania - składa się z 4 poziomów "spiętych" ze sobą na jednym boku, które możemy dowolnie i niezależnie od siebie rozsuwać w wachlarzyk. Na pierwszym poziomie jest grafika z nazwą produktu.
Na kolejnym umieszczony jest rozświetlacz o konsystencji pudrowej, który jest jednak dosyć ciemny i nie sprawdzi się na jasnych cerach. U mnie kolor się nie odznacza.



Piętro niżej mamy dwa rozświetlacze o konsystencji kremowej - pierwszy ma pigment bardziej złoto-brzoskwiniowy, drugi jest chłodniejszy i wpada w róż.



Poziom czwarty zawiera dwie kredki w kolorach cielistym i białym.


Są to bardzo niewdzięczne kosmetyki do fotografowania, zwłaszcza jeśli chodzi o swatche - te robiłam na skórze mojej mamy, ponieważ na mojej różnica między odcieniami była praktycznie zupełnie niewidoczna. Świetnie uchwycone różnice między odcieniami możecie zobaczyć u Kalisty [klik]

1 - rozświetlacz pudrowy
2, 3 - rozświetlacze w kremie
4,5 - kredki


Kredki idealnie spisują się do rozświetlania wewnętrznych kącików. Oba kolory są równie użyteczne i raczej nie będą kurzyć się w szufladce.
Co do pozostałych trzech produktów - mam kolor skóry na tyle wdzięczny, że żaden z rozświetlaczy nie jest dla mnie ani za ciemny, ani za jasny. Jak już wyżej pisałam, posiadaczki alabastrowych skór nie do końca mogą być zadowolone z efektu. W moim makijażu codziennym świetnie sprawdza się kosmetyk w pudrze, który daje delikatną poświatę. Kosmetyki kremowe są idealne na wieczór - wtedy lubię "mokry" efekt
Plusy daję również za praktycznie niewyczuwalny, ale przyjemny zapach oraz za brak migrowania rozświetlacza po twarzy (pod warunkiem dobrego przygotowania skóry pod makijaż).
Cena produktu: 98 zł (promocja)
Dostępność: Strawberry.net

Truskawka kusi mnie promocjami i darmową wysyłką (a także zwrotem kosztów za inne opłaty). Myślę, że zamówię coś jeszcze :)

wtorek, 18 lutego 2014

Włosy a skóra głowy - problem w doborze uniwersalnego szamponu

Będzie krótko. Dla niektórych ta rada może okazać się nową prawdą objawioną, dla innych oczywistym już stwierdzeniem faktu.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW NIE RÓWNA SIĘ PIELĘGNACJI SKÓRY GŁOWY



O co chodzi?
Dzisiaj będzie przykładowo na szamponach, bo to w ich sprawie dostaję najwięcej prywatnych wiadomości z powtarzającymi się pytaniami ;) Sytuacja z odżywkami i maseczkami jest analogiczna i każdy "załapie", co co chodzi w tej prostej zasadzie.

  • Szampon z SLES służy skórze głowy, ale nie służy włosom na długości? - MOŻESZ umyć skórę głowy* szamponem z SLES, a włosy na długości tym, po czym wyglądają dobrze (delikatnym szamponem, odżywką).
  • W drugą stronę wygląda to tak samo
  • Jeśli masz łupież i boisz się, że szampon przeciwłupieżowy wysuszy Twoje włosy - MOŻESZ użyć szamponu do mycia skóry głowy, a do reszty włosów zwykłego szamponu
  • Mycie odżywką powoduje szybsze przetłuszczanie skóry głowy? MOŻESZ umyć skórę głowy szamponem, a włosy odżywką.

MOŻESZ użyć do mycia dwóch różnych środków. Nie umrze od tego żaden króliczek. Włosy nie wypadną i nie przyjedzie włosowa policja, żeby kogokolwiek zamknąć za użycie innego szamponu do mycia (najczęściej problematycznej) skóry głowy i innego do włosów na długości.

Rozwiązanie proste. Banalne wręcz. A dla wielu osób nie jest takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Olejki przyspieszające wzrost kładzie się na skalp, a na długość inny olej. Normalne jest stosowanie płynów przeciwko wypadaniu na skórę głowy, a nie na długość. A stosowanie innych szamponów i odżywek na skalp, i innych na resztę włosów wciąż budzi zdziwienie.


*przez skórę głowy rozumiem oczywiście także włosy blisko skóry, bo nie da się umyć skalpu bez przenoszenia piany na część włosów - to tak, żeby nie było zbędnych nieporozumień


Także taki apel do wszystkich, którzy borykają się z problemem doboru kosmetyku do mycia - zamiast szukać kompromisów użyjcie dwóch produktów :)


Tymczasem powoli zabieram się za pisanie włosowej aktualizacji z ostatnich miesięcy. I możecie się spodziewać, że osobno napiszę o pielęgnacji włosów oraz osobno o pielęgnacji skóry głowy :) Bo to ważny podział ;) Zwłaszcza jeśli chodzi o tak problematyczną skórę, jaką ja mam.

Pozdrawiam Was serdecznie :)

czwartek, 6 lutego 2014

Gładkie stopy przez cały rok

Nie znam kobiety, która nie miałaby, mniejszych czy większych, problemów z szorstką i twardniejącą skórą na podeszwach stóp. Niektóre systematycznie odwiedzają kosmetyczki, które dzięki różnym narzędziom przywracają stopom miękkość i gładkość, inne robią to same w domu.




Szczerze mówiąc nie jestem zwolenniczką używania nożyków i tarek (a prawda jest też taka, że systematyczna pielęgnacja stóp sprawia, że takie narzędzia nie są praktycznie potrzebne). Jest to zbyt duża ingerencja w naskórek stóp, który naturalnie jest grubszy i twardszy w tym miejscu. Przecież stopy utrzymują cały ciężar naszego ciała. W miejscu gdzie nacisk jest największy naskórek robi się twardy, co chroni naszą skórę właściwą przed bólem powodowanym przez ucisk (zagmatwałam chyba trochę, ale mam nadzieję, że wiecie o co chodzi). Usunięcie całego nadmiaru naskórka "na raz" może sprawić, że stopy będą nas bolały przy chodzeniu. Skóra będzie się bronić, a to co zostało wycięte będzie odrastać szybciej i na pewno grubszą warstwą. Tworzy się więc takie błędne koło.
Co sprawia, że moje stopy są gładkie przez cały czas? Mam kilka rad, które powinny sprawdzić się w większości przypadków (oczywiście wszelkie zmiany chorobowe, czy sucha, szorstka, popękana i rogowaciejąca skóra będąca skutkiem przebytych chorób powinna być leczona u podologa):

1. Dobry krem do stóp.
Ja używam naprzemiennie trzech.

FussWohl krem do stóp z łoju jelenia
Spokojnie, krem nie jest na bazie łoju z jelenia, a zawiera wyłącznie jego dodatek. Nie musimy obawiać się konsystencji smalcu, wręcz przeciwnie - kremik jest bardzo lekki i u mnie znalazł zastosowanie jako krem do stóp na dzień. Wchłania się bardzo szybko i ma dosyć przyjemny zapach. Tubka jest poręczna, otwierana na "klik" i wykonana z miękkiego tworzywa. Nie polecałabym tego produktu jako "głównego" do pielęgnacji stóp. Jego działanie polega wyłącznie na nawilżaniu i natłuszczaniu, więc nie pomaga złuszczać nadmiaru naskórka.
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Polyglyceryl-3 Stearate, Glycerin, Adeps Cervinus, Betaine, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Allantoin, Sodium Stearoyl Lactylate, Caprylyl Glycol, Xanthan Gum, Camellia Sinensis Extract, Latic Acid, Maltodextrin, Parfum
Jak widać skład jest typowo emolientowy, ale zawiera substancje bezpośrednio nawilżające. W składzie występuje tytułowy łój z jelenia, a także wartościowy olejek ze słodkich migdałów, łagodząca alantoina oraz ekstrakt z białej herbaty, który działa antyoksydacyjnie.

Green Pharmacy Krem do stóp przeciw odciskom i zgrubieniom z kwasami AHA i olejkiem cedrowym
Krem ładnie nawilża i wygładza, jest bardzo lekki. Szybko się wchłania. Niestety działa dosyć wolno i na efekt w 100% gładkich stóp trzeba poczekać. Opakowanie jest miękkie, a otwór wylotowy niewielki, więc łatwo wydobyć pożądaną ilość kremu. Nie każdemu może podobać się zapach. Mi osobiście kojarzy się z kostką do toalet o zapachu leśnym. Dzięki dodatkowi mentolu i kamfory na długo możemy cieszyć się uczuciem świeżości.
Skład: Aqua, Paraffinum LiquidumUreaCetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Hydroxypropyl Starch Phosphate, GlycerinJuglans Regia Seed OilIsopropyl AlcoholLanolinPinus Sibirica Nut OilAllantoin, Menthol, Chamomilla Recutita Leaf Extract, Camphor, Salicylic Acid, Lactic AcidAbies, Alba Leaf Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Beta -Carotene, Xanthan Gum, Aloe Vera Leaf Juice, Parfum, DMDM- Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Geraniol, Citronellol, Coumarin, Buthylphenyl  Methylpropional
Krem oprócz działania natłuszczającego i nawilżającego ma także działanie złuszczające dzięki sporej ilości mocznika oraz kwasom: salicylowym i mlekowym

Farmona, Nivelazione, Kuracja S.O.S. do popękanej i suchej skóry stóp
Jest to mój osobisty KWC i jestem w trakcie zużywania drugiej tubki.
Kupiłam ten krem na początku wakacji skuszona promocją w Rossmannie i chęcią regeneracji skóry na stopach, która była mocno zgrubiała i trochę szorstka. Już po 3 zastosowaniach miałam stopy w stanie o niebo lepszym! Na efekt stóp jak u niemowlaka czekałam nieco ponad 2 tygodnie - krem był wcierany codziennie. Nie ma się co oszukiwać, w 3 dni nie poprawimy magicznie skóry, która była w tragicznym stanie. Jednak systematyczne używanie tego kremiku na pewno pomoże utrzymać stopy w stanie idealnym (lub bliskim ideałowi). Tubka z zamknięciem na klapkę, którą można łatwo otworzyć nawet wilgotnymi rękami. Zapach jest bardzo delikatny, świeży, żadna mięta czy zapach leśny. Krem jest nieco lepki i długo się wchłania. Ja uwielbiam uczucie pozostawionego filmu na skórze, bo wtedy czuję, że produkt naprawdę działa, ale jestem świadoma tego, że innym może przeszkadzać.
Skład: Aqua, Urea, Ethylhexyl Stearate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Canola Oil, Glyceril, Isohexadecane, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Glyceryl Stearate Se, Propylene Glycol, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Cetyl Alcohol, Panthenol, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Cera Alba, Inulin Lauryl Carbamate Xanthan Gum, Disodium Edta, Lactic Acid, Polyacrylate-13, Polyisobutane, Polysorbate 20, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butycarbamate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Bha.
W składzie mamy dużą zawartość mocznika (30%) oraz oleju makadamia. Olej canola, pantenol i alantoina działają antyseptycznie i regenerująco. Wosk pszczeli i wit E są odpowiedzialne za regenerację skóry. W składzie mamy też sporo polimerów, które działają okluzyjnie (i sprawiają, że krem długo utrzymuje się na stopach zapewniając maksimum czasu działania). Mamy też sporo innych emolientów, które natłuszczają skórę i zapobiegają ucieczce wody, którą wiąże w skórze bezpośrednio glikol propylenowy.


2. Pilnik do zrogowaceń
Używam tego z FussWohl, który nie dość, że sprawdza się bardzo dobrze, to jest bardzo tani, więc można go często wymieniać (ze względów higienicznych). Kosztuje 3,50 zł w promocji i około 5 w cenie regularnej. Kupimy go oczywiście w Rossmannie. Jest wykonany z dosyć elastycznego plastiku i myślałam, że szybko mi się połamie, ale nic takiego się nie stało. Posiada 2 gradacje - jedną do usuwania naskórka, drugą do wygładzania. Przyznam szczerze, że jest to skuteczny sposób na usuwanie naskórka. Jak go używać? Po odmoczeniu stóp wycieramy je dokładnie do sucha w ręcznik. Po tym czasie możemy zacząć "szlifować" nasze podeszwy stóp. Jeśli naskórek jest dobrze odmoczony i przeschnięty po pocieraniu pilikiem o skórę będą spadać wiórki z naskórka. Zdziwicie się, jak dużo skóry można "zgubić" podczas jednego zabiegu ;)


3. Systematyczność
I to chyba jest najważniejsze. Krem powinien być stosowany codziennie wieczorem i rano. Usuwanie naskórka raz lub dwa razy w tygodniu, ale SYSTEMATYCZNIE. Bez tego niewiele da się osiągnąć.



____________________________________________________________________

Jak widać, trzeba naprawdę niewiele, aby móc cieszyć się gładkimi stopami. Wiele blogerek poleca skarpetki złuszczające i jest to dobre rozwiązanie aby szybko usunąć nadmiar naskórka. Nie miałam ich jeszcze, ale myślę, że warto od takich skarpetek zacząć i później tylko regularnie dbać o stopy tak żeby latem nie mieć się czego wstydzić :)

fot: alekosmetyka.pl

czwartek, 16 stycznia 2014

Pędzle Sunshade Minerals - pierwsze wrażenia

Zrobiłam sobie prezent poświąteczny i zamówiłam dwa komplety pędzli Sunshade Minerals (które polecała Maxineczka oraz kilka innych blogerek i vlogerek). Mam je wyłącznie na własny użytek toteż nie potrzebuję dużego zestawu (chociaż jak spojrzę na te dwa, to i tak wydaje mi się całkiem sporo). Przed zakupem przeczytałam wiele opinii i nie znalazłam takiej, która w jakiś sposób zniechęcała do zakupu. Sporo osób (wuchta!) ceniło te pędzle za świetne wykonanie i przystępną cenę.



Przede wszystkim pierwsze co mnie zaskoczyło, to ich wielkość. O ile te z zestawu z jasnymi trzonkami mieszczą się jeszcze w granicach normy (długość pędzli to 14 cm), o tyle te drugie są naprawdę mini mini (10 cm, z czego spora część w Falt Topie i Kabuki to włosie). W moim przypadku ma to same plusy. Maluję się zazwyczaj praktycznie z nosem w lusterku i często kursuję na trasie dom-studia, więc poręczny zestaw niewielkich pędzli na pewno dobrze się sprawdzi.
Cieszę się, że kupiłam oba komplety, ponieważ świetnie się uzupełniają. Każdemu z osobna brakuje jakiegoś istotnego dla mnie elementu (ale mam też niektóre pędzle podwójne;)). Po zobaczeniu ich na żywo i wymacaniu, tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to był dobry wybór. Opisy na stronie dystrybutora, gdzie złożyłam zamówienie, są dosyć enigmatyczne (zwłaszcza jeśli chodzi o pędzle do oczu), więc dopiero po testach na sobie można stwierdzić, jaki pędzel do czego może służyć.

Zestaw nr 1 (zestaw 9 pędzli)


 Od góry (opisuję to, do czego ja będę ich używać)

  • pędzel do pudru
  • pędzel do konturowania bronzerem
  • pędzel do korektora
  • szczoteczka do wyczesywania brwi i rzęs
  • pędzelek do ust lub do punktowego nakładania korektora
  • 2 pędzelki do blendowania (wg mnie są za duże i zbyt puchate, żeby nakładać nimi cień na powierzchnię powieki ruchomej) oba płaskie, jeden z nich lekko skośnie ścięty
  • pędzel do brwi i kresek
  • kolejny pędzelek do rozcierania cieni, kulka


Zestaw nr 2 (zestaw 7 pędzli)

Od góry:

  • Kabuki - jest mniejszy od tego do pudru z poprzedniego zestawu i będę go używać do aplikacji różu
  • FlatTop - do podkładu
  • szczoteczka do brwi i rzęs
  • pędzel kulka, a raczej typowy pencil brush, malutki i ma zwarte, niezbyt giętkie włosie, więc bardziej nadaje się do nakładania cienia w kąciki i na dolną powiekę niż do blendowania (chyba, że delikatnego w małym obszarze)
  • pędzelek skośnie ścięty do brwi i kresek
  • 2 języczki do nakładania cienia na całą powierzchnię powieki ruchomej
Krótkie porównanie pędzli podobnych:
  • Kabuki (z zestawu 2) i pędzel do pudru (z zestawu 1) są praktycznie identyczne. Pędzel do pudru ma dłuższe włosie, więc bardziej nadaje się do omiatania twarzy (jeśli bierzemy pod uwagę tylko te dwa zestawy).
  • Pędzelki do brwi i kresek mają ten sam kształt i tak samo gęste włosie. Pędzel z zestawu 1 jest większy od tego z zestawu 2. Najdłuższe włosie z zestawu 2 to najkrótsze z zestawu 1 (no prawie, różnica 1 mm). Pędzelek większy jest także szerszy. To sprawia, że pędzelek z zestawu 1 lepiej sprawdzi się przy brwiach, a ten mniejszy i węższy do rysowania cieniutkich kresek (oczywiście można ich używać zamiennie)
  • Języczki z zestawu 2 różnią się tylko wielkością
  • Kulka z zestawu 1 to tapered blending brush (trochę mniejsza niż typowe), a kulka z zestawu 2, jak już pisałam, to typowy pencil brush- ma włosie ułożone stożkowo. Kulka z zestawu 1 ma troszkę większą średnicę i jest bardziej puchata
Tutaj są linki do sklepu, w którym je kupiłam
Na przesyłkę czekałam 9 dni (7 dni sklep + 2 dni poczta). Pędzle są dostępne także na Allegro. Można kupić również inne zestawy tej firmy (3 sztuki, 5, 6, 7, 9) a także pojedyncze pędzle.

Pierwsze wrażenie tych pędzli jest bardzo pozytywne, mam nadzieję, że takie pozostanie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...