wtorek, 22 kwietnia 2014

Czytanie składów kosmetyków do włosów - inaczej

Temat wydaje się być odgrzewaniem kotleta, wszak już chyba na każdym blogu o włosach o tym wspominano. Po 2 latach zupełnie inaczej patrzę na składy niż na początku mojej przygody z świadomym czytaniem etykiet produktów. I właściwie, z tego co zauważyłam, większość (bo wszystkich na pewno nie odczytałam) wpisów na blogach o czytaniu składów kosmetyków opiera się na tych samych wskazówkach. Dzisiaj pokażę trochę inne spojrzenie na to wszystko.



Skład kosmetyku nie mówi nam o tym, jak dany kosmetyk będzie działać, można jedynie przewidywać jego właściwości. Dlatego nie zawsze trzeba odkładać na półkę z pozoru ubogą odżywkę (tutaj dobrym przykładem jest Kallos Latte, który u wielu osób sprawdza się rewelacyjnie). Warto też wspomnieć, że nie składnik decyduje o właściwościach, ale kombinacja danych składników i ich STĘŻENIE. Substancje aktywne mają najlepsze działanie gdy są zawarte w kosmetyku w określonej ilości np. pantenol do 1% (w produktach do włosów do spłukiwania), ekstrakty roślinne - 1%, peptydy 3-7%. Od stężenia zależy też efekt działania danego składnika. Przykładowo mocznik w stężeniu do 2% wspomaga regenerację skóry, 5-10 % działa nawilżająco, >10% działa keratolityczne.

Jeśli zobaczymy odżywkę, w której na 3 miejscu po wodzie będzie pantenol, a na 4 ekstrakt, nie znaczy to, że w odżywce jest duża zawartość tych półproduktów, wręcz przeciwnie, może być ich niewiele, a wszystkie składniki użyte po nich mogą być użyte w śladowych ilościach. Przykładowo Alberto Balsam (którego analizę będę musiała uaktualnić ;)) Poza tym nie ma co się spodziewać cudów w składzie w odżywce za 5 zł za 400 ml ;)

Aqua (Water), Cetyl Alcohol, Panthenol, Juniperus Communis Fruit Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Cyclopentasiloxane, Stearalkonium Chloride, Stearamidopropyl Dimethylamine, Cyclohexasiloxane, Cetrimonium Chloride, Glyceryl Stearate, Citric Acid, Disodium EDTA,Benzopheone-4, Glycerin, Propylene Glycol,Ethoxydiglycol, Glucose, Butylene Glycol, Lactacic Acid, Bisabolol, Isostearamidopropyl Ethyldimonium Ethosulfate, PEG-9, Methylchloroisothiazolione, Methylisothiazolione, Parfum (Frangrance), Hexyl Cinnamal, Bezyl Benzoate, Linalool, Butylphenyl, Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Cl 17200 (Red 33), Cl 18050

W drugą stronę też to działa – jeśli jakaś substancja jest podejrzanie daleko w składzie, nie znaczy to  wcale, że jest jej za mało, aby mogła zadziałać.

Cała zabawa polega na tym, że stężeń nie znamy. Przynajmniej w większości przypadków. Więc nad składem można gdybać. Są składniki, których stężenie w kosmetyku jest ściśle określone prawnie i dotyczy zazwyczaj tych, które mają działanie drażniące i to na ich podstawie można próbować rozszyfrowywać pozostałe stężenia. Ale są tak niewielkie, że to rozszyfrowywanie nawet nie ma sensu. *Zwłaszcza, że producent nie ma obowiązku podawać w kolejności malejącej substancji, których stężenia są mniejsze niż 1%, a mogą być umieszczone losowo.

Składy kosmetyków są dla mnie małą zagadką i im więcej o nich czytam, tym trudniej jest mi je rozszyfrować. Od dłuższego czasu kolejność składników przetłumaczonych z łaciny czy angielskiego na język polski wraz z jedną z funkcji danego składnika jest dla mnie niewystarczająca. 

Przykładowo odżywka wzmacniająca Artiste:
Aqua, Propylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Hydrolyzed Keratin, Stearic Acid, Hydrolyzed Silk, Glycerin, Glyceryl Stearate, Triethanolamine, Parfum, Panthenol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Benzyl Salicylate, Cinnamyl Alcohol, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde

Na drugim miejscu w składzie, tuż po wodzie, glikol propylenowy, który jest humektantem, dalej alkohol tłuszczowy, który jest emolientem i keratyna (która jest proteiną, ale działa też jak humektant). I szczerze zastanawia mnie to, czy opinie typu , „ta odżywka powoduje u mnie puszenie, więc moje włosy nie lubią protein” nie wynika bardziej z tego, że jest tu może duża zawartość glikolu, a już niewielka emolientu (chociaż nie nie wiadomo, ile czego jest). A jak wiadomo humektanty bez emolientów nie są pogodoodporne. I niby keratyna jest już na 4 miejscu w składzie, ale to wcale nie musi oznaczać, że jest jej tam dużo. Bez znajomości stężeń tak naprawdę o produkcie wiemy bardzo niewiele.

Podsumowując: skład kosmetyku traktujmy jako wskazówkę, a nie wyznacznik.

Na temat składów mogłabym pisać i pisać, tylko… nie potrafię ubrać myśli w słowa. I mimo że czytam ten tekst po raz trzydziesty, nadal mam wrażenie, że nie przekazałam wszystkiego w sposób jasny i zrozumiały. Chętnie bym popłynęła w tym temacie, ale ciężko mi skoncentrować się tylko na jednym aspekcie i edytowałam ten tekst chyba milion razy raz po raz wyrzucając akapity o kontrowersyjnych SLS i SLES, parafinie, silikonach, konserwantach, konsystencjach itp., żeby zachować jako taką spójność. Mam wrażenie, że wyszłam z wprawy w pisaniu i przez to mam trudności.

*Dałam gwiazdkę, bo nie mogę odnaleźć źródła, w którym znalazłam tę informację, więc nie bierzcie tego za 100% prawdę




Pozdrawiam Was serdecznie!

niedziela, 23 lutego 2014

Zestaw rozświetlaczy Fusion Beauty Ultraflesh Shinebox

Przyznam szczerze, że im więcej opinii o tym produkcie czytałam, tym bardziej nie mogłam doczekać się przesyłki. Czy jestem zadowolona, tak samo jak inne blogerki?



Produkt można kupić na Strawberry.net. Pierwszy minus jaki mogę dać to za czas oczekiwania - obiecywane 10-14 dni w moim przypadku wyniosło równe 21. Jestem w stanie to przełknąć, zwłaszcza, że kosmetyk przywędrował do mnie zza oceanu.
Co do reszty nie mam żadnych zastrzeżeń ;)



Ultraflesh Shinebox to zgrabne pudełeczko o dosyć nietypowym sposobie otwierania - składa się z 4 poziomów "spiętych" ze sobą na jednym boku, które możemy dowolnie i niezależnie od siebie rozsuwać w wachlarzyk. Na pierwszym poziomie jest grafika z nazwą produktu.
Na kolejnym umieszczony jest rozświetlacz o konsystencji pudrowej, który jest jednak dosyć ciemny i nie sprawdzi się na jasnych cerach. U mnie kolor się nie odznacza.



Piętro niżej mamy dwa rozświetlacze o konsystencji kremowej - pierwszy ma pigment bardziej złoto-brzoskwiniowy, drugi jest chłodniejszy i wpada w róż.



Poziom czwarty zawiera dwie kredki w kolorach cielistym i białym.


Są to bardzo niewdzięczne kosmetyki do fotografowania, zwłaszcza jeśli chodzi o swatche - te robiłam na skórze mojej mamy, ponieważ na mojej różnica między odcieniami była praktycznie zupełnie niewidoczna. Świetnie uchwycone różnice między odcieniami możecie zobaczyć u Kalisty [klik]

1 - rozświetlacz pudrowy
2, 3 - rozświetlacze w kremie
4,5 - kredki


Kredki idealnie spisują się do rozświetlania wewnętrznych kącików. Oba kolory są równie użyteczne i raczej nie będą kurzyć się w szufladce.
Co do pozostałych trzech produktów - mam kolor skóry na tyle wdzięczny, że żaden z rozświetlaczy nie jest dla mnie ani za ciemny, ani za jasny. Jak już wyżej pisałam, posiadaczki alabastrowych skór nie do końca mogą być zadowolone z efektu. W moim makijażu codziennym świetnie sprawdza się kosmetyk w pudrze, który daje delikatną poświatę. Kosmetyki kremowe są idealne na wieczór - wtedy lubię "mokry" efekt
Plusy daję również za praktycznie niewyczuwalny, ale przyjemny zapach oraz za brak migrowania rozświetlacza po twarzy (pod warunkiem dobrego przygotowania skóry pod makijaż).
Cena produktu: 98 zł (promocja)
Dostępność: Strawberry.net

Truskawka kusi mnie promocjami i darmową wysyłką (a także zwrotem kosztów za inne opłaty). Myślę, że zamówię coś jeszcze :)

wtorek, 18 lutego 2014

Włosy a skóra głowy - problem w doborze uniwersalnego szamponu

Będzie krótko. Dla niektórych ta rada może okazać się nową prawdą objawioną, dla innych oczywistym już stwierdzeniem faktu.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW NIE RÓWNA SIĘ PIELĘGNACJI SKÓRY GŁOWY



O co chodzi?
Dzisiaj będzie przykładowo na szamponach, bo to w ich sprawie dostaję najwięcej prywatnych wiadomości z powtarzającymi się pytaniami ;) Sytuacja z odżywkami i maseczkami jest analogiczna i każdy "załapie", co co chodzi w tej prostej zasadzie.

  • Szampon z SLES służy skórze głowy, ale nie służy włosom na długości? - MOŻESZ umyć skórę głowy* szamponem z SLES, a włosy na długości tym, po czym wyglądają dobrze (delikatnym szamponem, odżywką).
  • W drugą stronę wygląda to tak samo
  • Jeśli masz łupież i boisz się, że szampon przeciwłupieżowy wysuszy Twoje włosy - MOŻESZ użyć szamponu do mycia skóry głowy, a do reszty włosów zwykłego szamponu
  • Mycie odżywką powoduje szybsze przetłuszczanie skóry głowy? MOŻESZ umyć skórę głowy szamponem, a włosy odżywką.

MOŻESZ użyć do mycia dwóch różnych środków. Nie umrze od tego żaden króliczek. Włosy nie wypadną i nie przyjedzie włosowa policja, żeby kogokolwiek zamknąć za użycie innego szamponu do mycia (najczęściej problematycznej) skóry głowy i innego do włosów na długości.

Rozwiązanie proste. Banalne wręcz. A dla wielu osób nie jest takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Olejki przyspieszające wzrost kładzie się na skalp, a na długość inny olej. Normalne jest stosowanie płynów przeciwko wypadaniu na skórę głowy, a nie na długość. A stosowanie innych szamponów i odżywek na skalp, i innych na resztę włosów wciąż budzi zdziwienie.


*przez skórę głowy rozumiem oczywiście także włosy blisko skóry, bo nie da się umyć skalpu bez przenoszenia piany na część włosów - to tak, żeby nie było zbędnych nieporozumień


Także taki apel do wszystkich, którzy borykają się z problemem doboru kosmetyku do mycia - zamiast szukać kompromisów użyjcie dwóch produktów :)


Tymczasem powoli zabieram się za pisanie włosowej aktualizacji z ostatnich miesięcy. I możecie się spodziewać, że osobno napiszę o pielęgnacji włosów oraz osobno o pielęgnacji skóry głowy :) Bo to ważny podział ;) Zwłaszcza jeśli chodzi o tak problematyczną skórę, jaką ja mam.

Pozdrawiam Was serdecznie :)

czwartek, 6 lutego 2014

Gładkie stopy przez cały rok

Nie znam kobiety, która nie miałaby, mniejszych czy większych, problemów z szorstką i twardniejącą skórą na podeszwach stóp. Niektóre systematycznie odwiedzają kosmetyczki, które dzięki różnym narzędziom przywracają stopom miękkość i gładkość, inne robią to same w domu.




Szczerze mówiąc nie jestem zwolenniczką używania nożyków i tarek (a prawda jest też taka, że systematyczna pielęgnacja stóp sprawia, że takie narzędzia nie są praktycznie potrzebne). Jest to zbyt duża ingerencja w naskórek stóp, który naturalnie jest grubszy i twardszy w tym miejscu. Przecież stopy utrzymują cały ciężar naszego ciała. W miejscu gdzie nacisk jest największy naskórek robi się twardy, co chroni naszą skórę właściwą przed bólem powodowanym przez ucisk (zagmatwałam chyba trochę, ale mam nadzieję, że wiecie o co chodzi). Usunięcie całego nadmiaru naskórka "na raz" może sprawić, że stopy będą nas bolały przy chodzeniu. Skóra będzie się bronić, a to co zostało wycięte będzie odrastać szybciej i na pewno grubszą warstwą. Tworzy się więc takie błędne koło.
Co sprawia, że moje stopy są gładkie przez cały czas? Mam kilka rad, które powinny sprawdzić się w większości przypadków (oczywiście wszelkie zmiany chorobowe, czy sucha, szorstka, popękana i rogowaciejąca skóra będąca skutkiem przebytych chorób powinna być leczona u podologa):

1. Dobry krem do stóp.
Ja używam naprzemiennie trzech.

FussWohl krem do stóp z łoju jelenia
Spokojnie, krem nie jest na bazie łoju z jelenia, a zawiera wyłącznie jego dodatek. Nie musimy obawiać się konsystencji smalcu, wręcz przeciwnie - kremik jest bardzo lekki i u mnie znalazł zastosowanie jako krem do stóp na dzień. Wchłania się bardzo szybko i ma dosyć przyjemny zapach. Tubka jest poręczna, otwierana na "klik" i wykonana z miękkiego tworzywa. Nie polecałabym tego produktu jako "głównego" do pielęgnacji stóp. Jego działanie polega wyłącznie na nawilżaniu i natłuszczaniu, więc nie pomaga złuszczać nadmiaru naskórka.
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Polyglyceryl-3 Stearate, Glycerin, Adeps Cervinus, Betaine, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Allantoin, Sodium Stearoyl Lactylate, Caprylyl Glycol, Xanthan Gum, Camellia Sinensis Extract, Latic Acid, Maltodextrin, Parfum
Jak widać skład jest typowo emolientowy, ale zawiera substancje bezpośrednio nawilżające. W składzie występuje tytułowy łój z jelenia, a także wartościowy olejek ze słodkich migdałów, łagodząca alantoina oraz ekstrakt z białej herbaty, który działa antyoksydacyjnie.

Green Pharmacy Krem do stóp przeciw odciskom i zgrubieniom z kwasami AHA i olejkiem cedrowym
Krem ładnie nawilża i wygładza, jest bardzo lekki. Szybko się wchłania. Niestety działa dosyć wolno i na efekt w 100% gładkich stóp trzeba poczekać. Opakowanie jest miękkie, a otwór wylotowy niewielki, więc łatwo wydobyć pożądaną ilość kremu. Nie każdemu może podobać się zapach. Mi osobiście kojarzy się z kostką do toalet o zapachu leśnym. Dzięki dodatkowi mentolu i kamfory na długo możemy cieszyć się uczuciem świeżości.
Skład: Aqua, Paraffinum LiquidumUreaCetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Hydroxypropyl Starch Phosphate, GlycerinJuglans Regia Seed OilIsopropyl AlcoholLanolinPinus Sibirica Nut OilAllantoin, Menthol, Chamomilla Recutita Leaf Extract, Camphor, Salicylic Acid, Lactic AcidAbies, Alba Leaf Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Beta -Carotene, Xanthan Gum, Aloe Vera Leaf Juice, Parfum, DMDM- Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Geraniol, Citronellol, Coumarin, Buthylphenyl  Methylpropional
Krem oprócz działania natłuszczającego i nawilżającego ma także działanie złuszczające dzięki sporej ilości mocznika oraz kwasom: salicylowym i mlekowym

Farmona, Nivelazione, Kuracja S.O.S. do popękanej i suchej skóry stóp
Jest to mój osobisty KWC i jestem w trakcie zużywania drugiej tubki.
Kupiłam ten krem na początku wakacji skuszona promocją w Rossmannie i chęcią regeneracji skóry na stopach, która była mocno zgrubiała i trochę szorstka. Już po 3 zastosowaniach miałam stopy w stanie o niebo lepszym! Na efekt stóp jak u niemowlaka czekałam nieco ponad 2 tygodnie - krem był wcierany codziennie. Nie ma się co oszukiwać, w 3 dni nie poprawimy magicznie skóry, która była w tragicznym stanie. Jednak systematyczne używanie tego kremiku na pewno pomoże utrzymać stopy w stanie idealnym (lub bliskim ideałowi). Tubka z zamknięciem na klapkę, którą można łatwo otworzyć nawet wilgotnymi rękami. Zapach jest bardzo delikatny, świeży, żadna mięta czy zapach leśny. Krem jest nieco lepki i długo się wchłania. Ja uwielbiam uczucie pozostawionego filmu na skórze, bo wtedy czuję, że produkt naprawdę działa, ale jestem świadoma tego, że innym może przeszkadzać.
Skład: Aqua, Urea, Ethylhexyl Stearate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Canola Oil, Glyceril, Isohexadecane, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Glyceryl Stearate Se, Propylene Glycol, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Cetyl Alcohol, Panthenol, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Cera Alba, Inulin Lauryl Carbamate Xanthan Gum, Disodium Edta, Lactic Acid, Polyacrylate-13, Polyisobutane, Polysorbate 20, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butycarbamate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Bha.
W składzie mamy dużą zawartość mocznika (30%) oraz oleju makadamia. Olej canola, pantenol i alantoina działają antyseptycznie i regenerująco. Wosk pszczeli i wit E są odpowiedzialne za regenerację skóry. W składzie mamy też sporo polimerów, które działają okluzyjnie (i sprawiają, że krem długo utrzymuje się na stopach zapewniając maksimum czasu działania). Mamy też sporo innych emolientów, które natłuszczają skórę i zapobiegają ucieczce wody, którą wiąże w skórze bezpośrednio glikol propylenowy.


2. Pilnik do zrogowaceń
Używam tego z FussWohl, który nie dość, że sprawdza się bardzo dobrze, to jest bardzo tani, więc można go często wymieniać (ze względów higienicznych). Kosztuje 3,50 zł w promocji i około 5 w cenie regularnej. Kupimy go oczywiście w Rossmannie. Jest wykonany z dosyć elastycznego plastiku i myślałam, że szybko mi się połamie, ale nic takiego się nie stało. Posiada 2 gradacje - jedną do usuwania naskórka, drugą do wygładzania. Przyznam szczerze, że jest to skuteczny sposób na usuwanie naskórka. Jak go używać? Po odmoczeniu stóp wycieramy je dokładnie do sucha w ręcznik. Po tym czasie możemy zacząć "szlifować" nasze podeszwy stóp. Jeśli naskórek jest dobrze odmoczony i przeschnięty po pocieraniu pilikiem o skórę będą spadać wiórki z naskórka. Zdziwicie się, jak dużo skóry można "zgubić" podczas jednego zabiegu ;)


3. Systematyczność
I to chyba jest najważniejsze. Krem powinien być stosowany codziennie wieczorem i rano. Usuwanie naskórka raz lub dwa razy w tygodniu, ale SYSTEMATYCZNIE. Bez tego niewiele da się osiągnąć.



____________________________________________________________________

Jak widać, trzeba naprawdę niewiele, aby móc cieszyć się gładkimi stopami. Wiele blogerek poleca skarpetki złuszczające i jest to dobre rozwiązanie aby szybko usunąć nadmiar naskórka. Nie miałam ich jeszcze, ale myślę, że warto od takich skarpetek zacząć i później tylko regularnie dbać o stopy tak żeby latem nie mieć się czego wstydzić :)

fot: alekosmetyka.pl

czwartek, 16 stycznia 2014

Pędzle Sunshade Minerals - pierwsze wrażenia

Zrobiłam sobie prezent poświąteczny i zamówiłam dwa komplety pędzli Sunshade Minerals (które polecała Maxineczka oraz kilka innych blogerek i vlogerek). Mam je wyłącznie na własny użytek toteż nie potrzebuję dużego zestawu (chociaż jak spojrzę na te dwa, to i tak wydaje mi się całkiem sporo). Przed zakupem przeczytałam wiele opinii i nie znalazłam takiej, która w jakiś sposób zniechęcała do zakupu. Sporo osób (wuchta!) ceniło te pędzle za świetne wykonanie i przystępną cenę.



Przede wszystkim pierwsze co mnie zaskoczyło, to ich wielkość. O ile te z zestawu z jasnymi trzonkami mieszczą się jeszcze w granicach normy (długość pędzli to 14 cm), o tyle te drugie są naprawdę mini mini (10 cm, z czego spora część w Falt Topie i Kabuki to włosie). W moim przypadku ma to same plusy. Maluję się zazwyczaj praktycznie z nosem w lusterku i często kursuję na trasie dom-studia, więc poręczny zestaw niewielkich pędzli na pewno dobrze się sprawdzi.
Cieszę się, że kupiłam oba komplety, ponieważ świetnie się uzupełniają. Każdemu z osobna brakuje jakiegoś istotnego dla mnie elementu (ale mam też niektóre pędzle podwójne;)). Po zobaczeniu ich na żywo i wymacaniu, tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że to był dobry wybór. Opisy na stronie dystrybutora, gdzie złożyłam zamówienie, są dosyć enigmatyczne (zwłaszcza jeśli chodzi o pędzle do oczu), więc dopiero po testach na sobie można stwierdzić, jaki pędzel do czego może służyć.

Zestaw nr 1 (zestaw 9 pędzli)


 Od góry (opisuję to, do czego ja będę ich używać)

  • pędzel do pudru
  • pędzel do konturowania bronzerem
  • pędzel do korektora
  • szczoteczka do wyczesywania brwi i rzęs
  • pędzelek do ust lub do punktowego nakładania korektora
  • 2 pędzelki do blendowania (wg mnie są za duże i zbyt puchate, żeby nakładać nimi cień na powierzchnię powieki ruchomej) oba płaskie, jeden z nich lekko skośnie ścięty
  • pędzel do brwi i kresek
  • kolejny pędzelek do rozcierania cieni, kulka


Zestaw nr 2 (zestaw 7 pędzli)

Od góry:

  • Kabuki - jest mniejszy od tego do pudru z poprzedniego zestawu i będę go używać do aplikacji różu
  • FlatTop - do podkładu
  • szczoteczka do brwi i rzęs
  • pędzel kulka, a raczej typowy pencil brush, malutki i ma zwarte, niezbyt giętkie włosie, więc bardziej nadaje się do nakładania cienia w kąciki i na dolną powiekę niż do blendowania (chyba, że delikatnego w małym obszarze)
  • pędzelek skośnie ścięty do brwi i kresek
  • 2 języczki do nakładania cienia na całą powierzchnię powieki ruchomej
Krótkie porównanie pędzli podobnych:
  • Kabuki (z zestawu 2) i pędzel do pudru (z zestawu 1) są praktycznie identyczne. Pędzel do pudru ma dłuższe włosie, więc bardziej nadaje się do omiatania twarzy (jeśli bierzemy pod uwagę tylko te dwa zestawy).
  • Pędzelki do brwi i kresek mają ten sam kształt i tak samo gęste włosie. Pędzel z zestawu 1 jest większy od tego z zestawu 2. Najdłuższe włosie z zestawu 2 to najkrótsze z zestawu 1 (no prawie, różnica 1 mm). Pędzelek większy jest także szerszy. To sprawia, że pędzelek z zestawu 1 lepiej sprawdzi się przy brwiach, a ten mniejszy i węższy do rysowania cieniutkich kresek (oczywiście można ich używać zamiennie)
  • Języczki z zestawu 2 różnią się tylko wielkością
  • Kulka z zestawu 1 to tapered blending brush (trochę mniejsza niż typowe), a kulka z zestawu 2, jak już pisałam, to typowy pencil brush- ma włosie ułożone stożkowo. Kulka z zestawu 1 ma troszkę większą średnicę i jest bardziej puchata
Tutaj są linki do sklepu, w którym je kupiłam
Na przesyłkę czekałam 9 dni (7 dni sklep + 2 dni poczta). Pędzle są dostępne także na Allegro. Można kupić również inne zestawy tej firmy (3 sztuki, 5, 6, 7, 9) a także pojedyncze pędzle.

Pierwsze wrażenie tych pędzli jest bardzo pozytywne, mam nadzieję, że takie pozostanie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...